XIV Niedziela Zwykła


                

          

Mimo upływu czasu pamiętamy jeszcze Święta Zmartwychwstania Pańskiego i obchodzone niedawno Święto Ciała i Krwi Pańskiej (Boże Ciało). Podstawą naszej chrześcijańskiej egzystencji jest wiara w to, że Chrystus codziennie daje nam Siebie pod postacią Chleba i Wina. Wierzymy w Boga, bo to nasz fundament, wierzymy w kościół, bo to nasza tradycja, wierzymy w Zbawienie, bo to nasza przyszłość, wierzymy również w to, że Pan ponownie przyjdzie w chwale. Ale czy za naszą wiarą idzie również świadomość tego, że ofiara Chrystusa daje nam pokrzepienie i wzmocnienie?

Jego siła i wielkość wynika przecież z małości ludzkiego istnienia oraz z wielkości Bożej dobroci. Fakt, że Król Królów, Władca Nieba i Ziemi rodzi się w stajni, dobitnie świadczy o Jego – jak to sam dzisiaj mówi w Ewangelii – pokorze, cichości i posłuszeństwie wobec Boga Ojca. Zapowiadany przez proroka Zachariasza wjazd Króla Pokoju do Jerozolimy świadczy o Jego skromności: „Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy.” (Za 9,9).

Jednakże święty Paweł w Liście do Rzymian przestrzega nas, abyśmy nie traktowali naszego życia zbyt lekkomyślnie, abyśmy nie żyli według ciała, co, niestety, jest coraz częściej spotykane w naszych czasach. Nie musimy się umartwiać, biczować i chodzić w pokutnych ubraniach, ale pamiętajmy, że poprzez Chrzest Święty powstała w naszych ciałach Świątynia Ducha Świętego, a wszelkie udziwnienia, tak modne dzisiaj, nie służą dobru. Niefortunne jest też powiedzenie „Jakżeś mnie Panie Boże stworzył, takiego mnie masz”. Wiadomo, że czasy, w których żyjemy, dają nam kosmetyki, kremy, szminki (zarówno w dosłownym, jak i w przenośnym znaczeniu tych słów), ale pamiętać też musimy o tym, że jeżeli mieszka w nas „Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa <Jezusa> z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha. Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć.” (Rz 8,11-13). Śmierć Ducha będącego w nas, a nie śmierć ciała, która i tak kiedyś nastąpi, jest dla nas, Chrześcijan, najgorszą sprawą.

Czytania i Ewangelia, spójne ze sobą w treści i formie, dają nam jednak nadzieję, że Bóg, który wszystko może, zrobi dla nas to, o co poprosimy, jeśli modlitwa nasza będzie gorąca i szczera. Bowiem obietnica Jezusa Chrystusa o opiece nad nami, a w zasadzie nad naszymi duszami, płynie z ostatnich słów dzisiejszej Ewangelii: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.” (Mt 11,28-29). Zachariasz, widząc w swym proroctwie Króla, oznajmia nam Jego potęgę i miłość, święty Paweł, nawrócony na wiarę, poucza nas, jak żyć, by nie zniszczyć świątyni Ducha, a święty Mateusz – słowami Jezusa – pokazuje nam, jak wielkiego i jednocześnie pokornego serca jest Pan, noszący na swych barkach nasze Zbawienie. A my, dzięki modlitwom skierowanym do Boga, mamy się umacniać i jednoczyć w wierze, miłości i nadziei.