III NIEDZIELA WIELKANOCNA

                

Słowo „świadek” zazwyczaj kojarzy nam się z rzeczywistością wymiaru sprawiedliwości. Świadka powołuje się po to, aby zeznał to, co widział, to, co słyszał, to, czego dotykał. Jest kimś, kto posiada kluczową dla danej sprawy wiedzę. W języku łacińskim słowo „świadek” to „testis” i oznaczało początkowo osobę „trzecią” stojącą przy dwu innych, które prowadzą ze sobą spór bądź też zawierają jakąś umowę. Rola świadka jest więc nieodzowna, aby prawda mogła wybrzmieć. Świadek nie odnosi żadnej korzyści z tego, że o czymś zaświadcza – to posługa wobec prawdy. 

W takim kluczu powinniśmy patrzeć na wydarzenia, o których słuchamy w dzisiejszych czytaniach. Św. Piotr głoszący kerygmat jest tym, który widział na własne oczy Zmartwychwstałego Pana, stąd też, umocniony Duchem Świętym, ma odwagę obwieszczać publicznie, że Jezus Chrystus, ten sam, który został ukrzyżowany, teraz żyje i jest Panem. Słowo Piotra jest jak miecz obosieczny. Z jednej strony nie waha się wytykać winy słuchającym go ludziom, posługując się stwierdzeniami bardzo zaczepnymi: wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić (Dz 1, 13), zabiliście Dawcę życia (Dz 1, 15). W oskarżeniu tym zawarta jest cała ludzkość, ogrom ludzkich grzechów, za które umarł Jezus Chrystus. Zawarci jesteśmy więc i ja, i ty. To ta raniąca część kerygmatu – uświadomienie człowiekowi jego grzechu. Na tym jednak głoszenie Piotra nie kończy się, gdyż następuje potem owo „ale”, które odmienia bieg wydarzeń: ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami (Dz 1, 15). Zmartwychwstanie Chrystusa jest Bożą odpowiedzią na zło człowieka, który poprzez pokutę i nawrócenie może doświadczyć nowego życia. 

Św. Jan w swoim liście zachęca adresatów – tak więc i nas – do niegrzeszenia, natomiast w wypadku grzechu – mamy niezwłocznie uciekać się do Chrystusa, w którym Bóg przebacza nam nasze winy. To ważne, abyśmy pragnęli życia bez grzechu, abyśmy trwali przy Jezusie Chrystusie cały czas. W tym kierunku ma podążać nasze dojrzewanie w wierze, abyśmy nie mieli nic wspólnego ze sprawami Złego. Być może pokutuje w nas czasem takie fałszywe przeświadczenie, że grzechy są czymś w gruncie rzeczy dobrym, ale niestety zakazanym (przez Kościół, księży, którzy nie znają się na życiu, itp.). Nie. Każdy grzech oddala nas od Boga, od bliźnich i nas samych czyni gorszymi. Stąd też pielęgnujmy w sobie to pragnienie, aby trwać zawsze przy naszym Panu. 

Zmartwychwstały Chrystus przychodzi w dzisiejszej Ewangelii do wieczernika. Pozdrawia swoich uczniów, mówiąc: Pokój wam! (Łk 24, 36) W tym pozdrowieniu zawarta jest odpowiedź na wszystkie niepokoje, które dręczyły serca uczniów. Jezus nie czyni im wyrzutów, ale daje im siebie, gdyż On jest prawdziwym Pokojem. Daje się rozpoznać, i to doświadczenie spotkania będzie później treścią głoszonej Dobrej Nowiny: staną się świadkami tego wydarzenia. Jezus przekonuje ich, że jest tym samym Nauczycielem: Zmartwychwstały jest Ukrzyżowanym, nosi na swym chwalebnym ciele znaki męki. Wyjaśnia uczniom, że nie jest jakąś zjawą, jakimś duchem, ale prawdziwym Chrystusem. 

Do tego samego Chrystusa i my mamy dostęp. Pragnie On udzielać się nam w naszej codzienności, napełniać nas swoim pokojem. Każda Eucharystia to przecież spotkanie ze Zmartwychwstałym, który zaprasza nas do swego stołu. 

Wtedy, u początków głoszenia Ewangelii, apostołowie czynili to z odwagą i dzięki temu dotarła ona do naszych czasów. My również otrzymaliśmy łaskę wiary. Niech i dzięki naszemu świadectwu inni ludzie zechcą przylgnąć do Jezusa Chrystusa, który napełnia prawdziwym pokojem.