III NIEDZIELA WIELKANOCNA

                

          


Kiedy czytam dzisiejszy fragment Ewangelii, samoistnie nasuwa mi się pytanie o to, co niezwykłego było w Jezusowym sposobie łamania chleba, skoro po tym, jak czynił to Jezus, apostołowie rozpoznali Jego obecność pośród nich. Łukasz ewangelista zwraca naszą uwagę również na to, że apostołowie między sobą dzielili się, to znaczy rozmawiali o tym doświadczeniu bliskości Jezusa. Rozmawiali ze sobą – to znaczy potrzebowali siebie nawzajem, aby zrozumieć to, co się wydarzyło w tym niezwykłym łamaniu chleba. Potrzebowali szerszego spojrzenia na to doświadczenie, potrzebowali wspólnoty, obecności innych ludzi i ich doświadczenia spotkania ze Zmartwychwstałym.

 

Podczas rozmowy, dzielenia się doświadczeniem przeżywania wiary, sam Jezus przychodzi i staje pośród nich. Staje się obecny – On jest pomiędzy nimi. Dotrzymuje wcześniej danego słowa: Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, jestem pośród nich (Mt 18, 20). Jezus przynosi wraz ze swoją obecnością jeszcze jeden ważny dar. Dziś w Izraelu stracił on wiele na swej wartości – można by nawet powiedzieć, że spowszedniał – nie ma już tej samej mocy i świeżości jak niegdyś w czasach proroków. Jezus przychodzi, staje pośród swych uczniów i mówi: Pokój wam! – hebrajskie Szalom! Pokój niech będzie w twoim sercu, w twoich relacjach, w twoim życiu. To piękne życzenie. Zwłaszcza w Izraelu rozdartym przez wojny i konflikty zbrojne, narodowościowe i rodzinne. Dziś w Izraelu to piękne pozdrowienie, zostało spłycone zaledwie do wyrażenia „Dzień dobry”.
 

Jezus staje pośród uczniów i mówi: Pokój wam! Po czym dziwi się im, że nie potrafią mu zaufać, otworzyć się na Niego. Dziwi się, że nie mogą lub w tym momencie nie są w stanie przyjąć daru, jaki im ofiaruje. Dlatego Jezus nie poddaje się, On pozwala im się dotknąć, pozwala im się do siebie zbliżyć. Jezus pokazuje im jeszcze coś ważnego, pokazuje im swoje uwielbione ciało. Pokazuje im swoje rany, które nosi na rękach, nogach i na sercu – które nie znikły po Jego zmartwychwstaniu, ale pozostały na Jego ciele jako znak zwycięstwa nad słabością, egoizmem, grzechem, Szatanem i śmiercią.

 

 

Przed świętami Wielkiej Nocy rozmawiałem z pewną kobietą, która pytała dlaczego poranienia z przeszłości wciąż do niej wracają, dlaczego, pomimo że wybaczyła, to jednak nosi w sobie zranienia i nie potrafi zaznać prawdziwego pokoju?

 

 

Doświadczenie Jezusa zmartwychwstałego również rodzi pytanie, dlaczego Jego rany się nie zagoiły, dlaczego nie znikły – czemu pozostały? Jezus nosi rany na swoim uwielbionym ciele po to, aby się wypełniła zapowiedź dana przez proroka Izajasza:

Mówił Syjon: „Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał”. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach (Iz 49, 14-16a).

 

Moje i twoje imię zostało wyryte na ręku Boga. Tak jak się ryje metalowym rylcem w kamieniu. Tak moje i twoje imię zostało wyryte na dłoniach Jezusa – moje i twoje imię Go bolało. A pomimo tego, On nie chce zapomnieć – On nie chce zapomnieć o mnie i o Tobie. Wręcz przeciwnie. Jak w kamieniu ryjemy napis, aby był na wieczną rzeczy pamiątkę, tak Jezus wyrył mnie i ciebie na swoich dłoniach, aby nigdy o nas nie zapomnieć. O nas to znaczy o naszej wspólnocie, o Kościele przez wielkie „K”.

 

 

Dziś w Kościele w całej Polsce przeżywamy Niedzielę Biblijną, a zarazem rozpoczynamy Tydzień Biblijny – chciejmy w tym czasie zaangażować się w rozważanie słowa Bożego w naszych wspólnotach i w naszych rodzinach. Sięgnijmy po być może zakurzoną Biblię, odczytajmy słowa, które kieruje do nas Bóg. Warto pomyśleć o pogłębieniu znajomości Pisma Świętego. Warto wziąć udział w kręgu biblijnym i we wspólnocie dzielić się doświadczeniem słuchania słowa Bożego. Przecież Jezus po swoim zmartwychwstaniu – o czym słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii – oświecił umysły swoich uczniów, a więc i nasze, abyśmy rozumieli Pisma. Nie zmarnujmy tego daru.